Posted on Dodaj komentarz

Maseczki #usta na lepsze czasy

Coś mi mówi, że sytuacja epidemiologiczna za jakiś czas się uspokoi. Ludzie ochłoną i może przyjdą lepsze czasy na używanie produktów wielorazowych, tam gdzie możemy sobie na nie pozwolić. Wiele razy słyszałam w działach zaopatrzenia szpitali, że bardziej opłaca się korzystanie z jednorazówek niż z wielorazowych czepków i maseczek ochronnych. Ktoś to policzył!? Mimo, że nadal opłaca się mieć fartuchy wielorazowe. Na szpitalnej mapie Polski mamy do czynienia z totalną samowolką, niektórzy używają swoich czepków wielorazowych, inni mogą tylko jednorazówki. Jedni mają po kilkanaście modeli,  z bawełny 100%, ze stylonu, z frotką czy bez frotki, wiązane lub na gumkę. Inni mają jeden ulubiony model, prany non-stop.

Nieco lepiej sytuacja wygląda w sektorze prywatnej służby zdrowia. Tu raczej liczy się brend, logo czy polityka marketingowa konkretnej placówki. Odgórnie narzucony kolor lub wzór. Dla takich placówek projektujemy tkaninę i z niej szyjemy czepki i maseczki ochronne. Bywają też miejsca, gdzie nakrycie głowy pozostaje całkowicie poza zainteresowaniem pracodawcy i tylko od inwencji oraz fantazji właściciela czepka zależy jak będzie się i swoich pacjentów chronił.

Wiecie, że ludzie to takie niesamowite istoty, które zawsze chcą się odróżniać!  Może i jest w nas silna potrzeba wspólnoty, ale też przemożna chęć odróżnienia się na tle innych. Szczerze mówiąc bardzo na to liczę, że nie będziemy bezwolną masą tylko kreatywnymi, myślącymi po swojemu, pomysłowymi jednostkami. I nie chodzi mi tu o hurra kupowanie wszystkiego „innego”.  Bardzo cenie osoby, które same dla siebie lub swoich bliskich, przyjaciół czy znajomych wykonują własnoręcznie prezenty, począwszy od żywności po ubrania i meble. To nie są zwykłe rzeczy. To dzieła sztuki. Darujcie pompę, ale zawsze mnie jarało robienie rzeczy od podstaw. Przebieram nogami i ekscytuję się niesamowicie na myśl, że umiejętność wytwarzania żywności, narzędzi czy rzeczy pierwszej potrzeby, a nawet drugiej i trzeciej jest również moim udziałem. Mam wrażenie, że rzeczy wielorazowe, zrobione z konkretnym przeznaczeniem, dla kogoś, od serca – żyją dłużej i dłużej służą całym pokoleniom. Stają się częścią naszego ekosystemu, zostają ze spadkobiercami. Łyżka drewniana babci Janiny czy ubjak do ziemniaków, narzędzia zrobione przez dziadka Szczepana, są ze mną w kuchni, mimo że dawno już nie służą dawnym twórcom. Liczę mocno na odrodzenie się wszelkiej maści rzemieślników, rzemieślników-artystów. Marzę, że będziemy naprawiaczami, a nie wyrzucaczami.

I jednak mam nadzieję, że kiedyś ludzie opamiętają się w swoim nadmiernym konsumowaniu wszelakich dóbr.  Rzeczy będą wielorazowe, z duszą lub bez duszy ale trwalsze, na lata. Nasze rzeczy, które będziemy szanować i je naprawiać, a dbałość o nie zauważą nasze dzieci i poniosą tą ideę …

To mówiłam ja – skrajna optymistka, z koła gospodyń miejskich:-)

Lokowany produkt wielorazowy znajdziecie tutaj—> maseczka #usta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.